środa, 30 października 2013

Śledztwo - dzień 18

Czy jako maluchy też myśleliście czasem, by zostać mężnymi rycerzami? Albo pięknymi i wspaniałomyślnymi księżniczkami? No pewnie - przecież każdy chce być w życiu kimś wielkim. Wracając do rycerzy... Pamiętacie z lekcji historii, że z rycerstwa powstała później szlachta? Wtedy już nie było tak bajkowo: dawni wojownicy ratujący z opresji damy zmienili się w leniwych i interesownych zarządców majątków. Nie tak od razu oczywiście, ale jak pokazują podręczniki do historii polskim szlachcicom do władzy udało się dojść nader szybko. Możecie powiedzieć, że przecież mieliśmy wtedy króla. Ale co z tego? Dzisiaj przecież mamy prezydenta, a władza i tak leży w rękach rządu i parlamentu, prawda?

A co się stało ze szlachtą? Co prawda istnieje do dziś, ale jest raczej "ozdobnikiem społeczeństwa". Elitą, która przypomina jednak coraz bardziej muzealny eksponat. Nie załamujmy się jednak tak łatwo - skoro prawdziwych szlachciców już (prawie) nie ma, to czemu by nie znaleźć samozwańczych arystokratów? Grupa osób zadała sobie kiedyś to pytanie i tak oto powstali HIPSTERZY.
 
Były już lemingi, a teraz damy Wam ich "całkowite" przeciwieństwo. Prawdziwy hipster powinien być inny niż inni, a swoim wyrafinowanym gustem i stylem wyprzedzać społeczeństwo o lata świetlne. Przynajmniej tak mu się wydaje. To indywidualista w każdym calu, nie ima się pracy w korporacjach. Od papierkowej roboty woli artystyczne projekty i, na przykład, tworzenie alternatywnej muzyki. Najlepiej grać na widelcach i bębnach ze skóry tybetańskiego jaka. Jak alternatywa to alternatywa: zaśpiewajcie po chińsku albo języku klingońskim (tym ze "Star Treka"). Jeśli jednak mamy być szczerzy, na dobry początek muzyka indierockowa w zupełności wystarczy. Swoje utwory publikujcie w Internecie - koniecznie. Każdy artysta - hipster tak zaczynał. 

To taki mały, hipsterski przepis na muzyczny sukces. A co o samym hipsterze? To przede wszystkim doskonały stylista. Nieważne, że stylizuje tylko siebie: w swojej dziedzinie jest prawdziwym geniuszem. Oryginalność to pierwsza i jedyna zasada. Teraz sprzedamy Wam parę wskazówek.
Oto co nosi i reprezentuje hipster:
* noś eleganckie swetry w serek w trzydziestostopniowy upał!
* trampki? tylko fluo lub w szachownicę!
* rurki to podstawa (chociaż ich miejsce jest w torbie hydraulika)!
* fryzura absolutnie odbiegająca od standardów! Na czeskiego piłkarza, na sarmatę lub, nasze           ulubione "krótkie, acz rozszalałe"!
* ironia jest najważniejsza! wąsy i broda i każda kobieta Twoja! (przyszłym hipsterkom radzimy          jednak oszczędzić sobie zapuszczanie wąsika)
* nie masz wady wzroku? żaden problem - po coś wymyślono chyba zerówki?!
* pod żadnym pozorem nie zapominaj o dodatkach! Ekologiczne torby, szelki na wierzchu i szaliki   latem chyba przejdą...
* wskakuj na "holenderkę" i leć w miasto!
* kupuj rzeczy vintage w second - handach (po naszemu: lumpeksach)!
* wyrzuć zapalniczkę! zapałki są takie oryginalne...
* polub na Facebooku wszystkie profile Spotted! 
* obserwuj modowe poczynania Twoich znajomych! Nie bój się też śmiało komentować ich stroju -    niech wstydzą się swojego braku osobowości!
* na dźwięk słowa "mainstream" musisz dostawać artystycznych mdłości!
* Twój sprzęt elektroniczny obwieszaj jabłkami, gruszkami czy innymi owocami ze spiżarni babci!
* bądź odkrywcą! Mów, że to Ty odkryłeś Justina Biebera i "Gangnam Style"!

I najważniejsze: NIE WMIESZAJ SIĘ W TŁUM!




Hipster jednak nigdy nie powie Wam, że jest hipsterem. On ma swój gust, tyle. Jest bardziej wrażliwy od Ciebie, więc pewnie nie zrozumiesz. Tym hipster wyróżnia się chyba najbardziej - czuje wyższość nad innymi. Jednym słowem - hipster = lanser.

W dużym skrócie: z rycerzy powstała szlachta, ze szlachty - hipsterzy. I co dalej? Boimy się pytać...




DOZO!

wtorek, 29 października 2013

Śledztwo - dzień 17

Zrobiło się trochę wietrznie, nieprawdaż? Możecie podziękować "Judzie" - tak nazwano huragan, który teraz przetacza się przez Europę. Najgorsze jest to, że "Juda" odwiedzi prawdopodobnie także Polskę! Szykujcie więc parasole! Albo nie - to mogłoby się źle skończyć... Damy Wam więc inną radę: nie wyjeżdżajcie nad morze! No chyba, że lubicie, kiedy "lekka" bryza delikatnie owiewa Wam twarz z prędkością 150 km/h... Tu taka mała wizualizacja:


Huragany w europie


Przyjemnie, czyż nie? Ale przecież nie będziemy bawili się teraz w pogodynki! Co najwyżej we wróżki... Gdyby nasza ekipa otworzyłaby sobie program ezoteryczny, pewnie zarobilibyśmy miliony. Chociaż, może jesteśmy trochę zbyt wielkimi optymistami? W końcu nie tak trudno było przewidzieć wynik niedzielnego referendum. Co my mówimy: to było oczywiste, jak 2+2.

Włocławskie referendum było jednym z głównych tematów wczorajszych wiadomości. Informacje, pojawiające się w całej Polsce były nadzwyczaj podobne do... Zgadnijcie? Och, czyżby referendum w Warszawie? Dokładnie, zmieniły się tylko niektóre dane statystyczne.

Frekwencja na referendum była wprost "porażająca" - do urn udało się całe 10% uprawnionych włocławian. Czyli około 10000 obywateli. 95% wyborców było za odwołaniem Prezydenta, dokładnie tyle, co w Warszawie. Zabrakło kolejnych 10000 głosów. Ale to "tylko" drugie tyle, prawda?

Teraz tylko współczujemy Andrzejowi Pałuckiemu... Spytacie: dlaczego? Przecież wygrał, o to mu chodziło. Ale już możemy zobaczyć, jak linczowany jest przez wrogie stronnictwa. W jednym z dzisiejszych wywiadów oponentka pana Prezydenta ciskała gromami co parę sekund.

Ej, a może to gromy z huraganu "Juda"? Tak czy inaczej, trzymamy kciuki za Andrzeja Pałuckiego. Mamy nadzieję, że postanowił poprawę. Przypomina się pierwsza spowiedź... Panie Prezydencie, oto nasz motywator na kolejne dni i tygodnie. Niech Pan tylko nie zmarnuje tej szansy!






DOZO!


poniedziałek, 28 października 2013

Śledztwo - dzień 16

Dzisiaj wyjątkowo poważnie. Pominiemy nawet fakt, że wczorajsze referendum nie przyniosło zmian, dokładnie tak, jak przewidzieliśmy. O referendum szerzej opowiemy jutro. 

Bo wiecie, czasami coś tak nas zaskakuje, że po prostu nie możemy tego przemilczeć. Coś spada na nas jak grom, po którym ciężko się podnieść. Chociaż nasz blog z założenia ma opowiadać o włocławskiej polityce, to nie mamy prawa nie wspomnieć o pewnej wyjątkowo ważnej osobie, dzięki której możemy żyć w demokratycznym Włocławku i demokratycznej Polsce. Mówimy w czasie przeszłym, tak... Bo mówimy o Tadeuszu Mazowieckim.

Nie będziemy opisywali teraz barwnego życiorysu zmarłego polityka. W tym dniu powinniśmy skupić się przede wszystkim na Jego osiągnięciach. Jako pierwszy premier wybrany w demokratycznych wyborach miał przed sobą wyjątkowo trudne zadanie: musiał właściwie od "zera" odbudować pozycję Polski która, po latach niewoli, nareszcie mogła być wolna. Dzięki wielkiemu zapałowi i mądrości udało mu się tego dokonać. Dziś trudno zdać sobie sprawę z tego, jakie zmiany zostały poczynione w naszym kraju. I to był właśnie cel odbudowy - sprawić, by Polacy zapomnieli o smutkach przeszłości i z nadzieją spojrzeli w przyszłość. Wstąpienie do NATO, kilka lat później do Unii Europejskiej, w końcu EURO 2012. To wszystko w tak krótkim czasie po odzyskaniu wolności. Teraz pomyślcie - czy gdyby nie wielka wiara Tadeusza Mazowieckiego i wielu innych polityków, Polska podniosłaby się tak szybko?

O byłym premierze często mówiło się, że "w chwilach najtrudniejszych miał odwagę być mądry". Powinien być wzorem dla nas wszystkich. Ile razy wstydzimy się swojej mądrości? Boimy się zabrać głos? Fakt, nie stoicie w sytuacji Tadeusza Mazowieckiego, ale chociażby z samego szacunku do Jego osiągnięć - może warto spróbować?

Tadeusz Mazowiecki był jednym z ostatnich polityków z powołania. Prawdziwie dobrym człowiekiem. Człowiekiem z ideami i ideałami. Czy Polska musi być zniewolona, by rodzili się w niej bohaterowie pokroju pana Premiera? Zostawimy Was z tym pytaniem...

A Panu Premierowi chcemy powiedzieć tylko jedno, jedyne słowo: DZIĘKUJEMY...

niedziela, 27 października 2013

Śledztwo - dzień 15

końcu nadszedł sądny dzień - referendum to już dziś! Najgorsze jest to, że... nie możemy o nim nic mówić. Przynajmniej do 21. Ale jak to? - spytacie. Pora więc przybliżyć Wam kolejny, polityczny termin: CISZĘ WYBORCZĄ.

Z pewnością spotkaliście się już z tym określeniem. Cisza wyborcza jest znana we wszystkich demokratycznych państwach świata. To ten czas, kiedy o wyborach czy, w naszym przypadku, referendum, nie można absolutnie nic powiedzieć. To znaczy - nie do końca. Możemy Was oczywiście uraczyć suchymi faktami i notatkami prasowymi powtarzających te same wiadomości, ale doskonale wiemy, że nie tego oczekujecie. Posłuchajcie więc opowieści o ciszy wyborczej...

Z założenia cisza wyborcza to czas, kiedy wyborcy mogą przespać się z myślami. Dosłownie. Przez te kilkadziesiąt godzin (około dwie doby) za, na przykład, wywieszanie plakatów nawołujących do głosowania na partię X, grozi nam grzywna. Oto inne przykłady "akcji", w czasie których możemy nagiąć prawo (a w każdym razie to prawo mogą nagiąć politycy i osoby zamieszane w kampanię):
* Wszelkie wystąpienia publiczne, w których chociażby pada słowo o wyborach... o właśnie - tak         nie robimy!
* Manifestacje? Nie polecamy w ogóle, a co dopiero w czasie ciszy wyborczej. Zwłaszcza, jeśli w          pokojową manifestację włączą się kibice ze stadionowym niezbędnikiem... policja pozdrawia!
* Zapraszanie kandydatów do telewizji i radia w czasie ciszy wyborczej też chyba nie ujdzie...              Nawet na pewno!
* Teraz to, co boli nas najbardziej - zero publikacji na temat wyborów! :(
* Publikowanie sondaży też zabronione - ale dla nas to chyba najmniejszy problem.

Prawnicy znaleźli jeszcze jeden problem. Bo, zgodnie z prawem, plakaty zawieszone przed ciszą wyborczą mogą czuć się bezpiecznie. No dobra, a co z plakatami rozwieszonymi na autobusach? Przecież mogą pojawiać się wszędzie, czyż nie? Nawet po ogłoszeniu ciszy wyborczej...

Internauci znaleźli jednak sposób na obejście kary... Oto ich tajny szyfr wyborczy:
"Gollob prowadzi już czternastoma okrążeniami, Hampel zostaje z tyłu. Gollob prowadzi, ale Czerwonojabłczyński też rwie do przodu, czwarty Pan z Muszką." 
Albo:
"Przepis na kotlet mielony: 50% żubra, 30% kota, 15% pomidorów, 3% pietruszki. Opłatka, whisky, buraka, szaleju, towotu i styropianu nie dodajemy. W kotlecie mielonym ilość dziczyzny wzrosła do 49, kocizny 33, pomidorów 13."

Nietrudno zrozumieć, o co chodzi...

Wczoraj pojawił się jednak ciekawy pomysł : może warto skrócić ciszę wyborczą do jednego dnia? 
Ale chwilowo jest to tylko i wyłącznie pomysł, więc nie radzimy Wam cieszyć się na zapas...
Na koniec mały, muzyczny komentarz.





DOZO!

sobota, 26 października 2013

Śledztwo - dzień 14

Jak na prawdziwych gimnazjalistów przystało, członkowie naszej ekipy są częstymi gośćmi we włocławskich kościołach. Ale nie myślcie, że będziemy się teraz rozwodzili nad kondycją kościoła w naszym mieście - o nie! Chodzi o to, że natchnienie przychodzi w różnych miejscach. Tym razem nawiedziło nas właśnie w murach świątyni przy Wiejskiej...

W tym tygodniu przeżywany był Tydzień Misyjny. W trakcie wysłuchiwania dzisiejszego różańca w pięciu językach, waszą Redaktorkę pochłonął temat misji. Wujek Google przyszedł z pomocą i oto wyniki ich wspólnych poszukiwań...

Misja to, w rozumieniu religijnym, działalność podejmowana najczęściej na innych kontynentach przez misjonarzy. Misja taka, jaką my znamy, to po prostu zadanie do spełnienia. Jednak oba pojęcia łączy jedna, zasadnicza cecha: obydwie "misje" powinny być podejmowane z wielkim poświęceniem. Czy taką misją nie powinna być polityka?

No oczywiście, że powinna. Z założenia nawet nią jest. Ale tej misji nie daje się zauważyć ani w Polsce, ani tym bardziej we Włocławku. Chociaż nie, ostatnio pojawił się wyjątek. Słyszeliście już o trzynastym pawilonie włocławskiego szpitala? "Trzynasty pawilon" - dobry tytuł horroru. Ale jeszcze nie teraz. Tym razem możemy być z czegoś dumni. Otwarty w czwartek nowy pawilon włocławskiego szpitala specjalistycznego był inwestycją wyczekiwaną od dawna. Od kilku lat lądowisko dla helikopterów było obiektem żartów niektórych włocławian. Według nich helikoptery z chorymi miałyby lądować w lesie, dopóki lądowisko na dachu szpitala nie zostałoby przygotowane. I w końcu nadszedł ten dzień - mamy cud miód lądowisko. Należą się brawa!
A co na to szpitalne fundusze? Też się cieszą! No, przynajmniej teraz. Kiedy wrócimy do szarej rzeczywistości, wtedy pogadamy.

A więc każda misja charakteryzuje się tym, żeby przysłużyć się społeczeństwu. Czy bezinteresownie, to już mniej ważne. Problem w tym, że większość misji organizowanych w naszym mieście (i nie tylko) to misje z rodzaju tych niemożliwych... 

Teraz pośmiejcie się z wiewiórki, która na pewno poradziłaby sobie z włocławskimi problemami...






DOZO!

PS: Za dziesięć lat spodziewajcie się w kinach "Trzynastego pawilonu" - zgadnijcie, kto będzie reżyserem tego dzieła?...



piątek, 25 października 2013

Śledztwo - dzień 13

Podsłuchiwanie jest niegrzeczne! Wiemy, że to nic odkrywczego, ale pomyśleliśmy, że warto dziś o tym wspomnieć. Pewnie już wiecie, że Stany Zjednoczone inwigilowały 35 światowych przywódców. Na szczęście, według oficjalnych źródeł, problem nie dotyczy polskiego rządu. Z jednej strony to dobra informacja - USA zapewne nie ma wobec Polski żadnych poważniejszych planów. Czyli z wizami jeszcze się nie żegnamy... Z drugiej strony jednak trochę szkoda - może w końcu dowiedzielibyśmy się czegoś konkretnego o polskiej polityce. 

Informacja o podsłuchach wyciekła dzięki Edwardowi Snowdenowi, czyli jednemu z najsłynniejszych whistleblowerów. Whistleblower, czyli - w tłumaczeniu - dość zabawny "dmuchający w gwizdek", to prawdziwy obywatel, chcący uwrażliwić rodaków na pogwałcenie prawa w jednostkach państwowych. To tak dyplomatycznie, a gdybyśmy mieli być szczerzy - whistleblower to kulturalny donosiciel. Choć faktycznie, większość sygnalistów działa w dobrej wierze i faktycznie chce przyczynić się do ujawnienia prawdy, a nie tylko spowodowania burzy. 

W Polsce od 1989 nie pojawił się jeszcze taki, który odważyłby się postawić władzy. Nie dziś. Bo, żeby zostać whistleblowerem trzeba mieć w sobie wiele odwagi, samozaparcia i, przede wszystkim, wielkiej zuchwałości. To ktoś, kto musi narazić się władzy, często przełożonym (sygnaliści to najczęściej byli pracownicy państwowych organizacji), by inni poznali prawdę. Wielkie poświęcenie, czyż nie? Whistleblower może stać się bohaterem, ale - najczęściej - zostaje wyklęty i znienawidzony. Pytanie tylko, za co? 

My podziwiamy whistleblowerów, ale takich z krwi i kości, zdolnych do poświęceń. Przydałby się taki w Polsce. Bo dobry sygnalista, według nas, to nie osoba, która jest "anty" wszystkiemu i wszystkim i znajdzie haka nawet na Teletubisie. Powinien on wydawać tylko i wyłącznie sprawy istotne dla społeczeństwa. Czy Snowden postąpił dobrze? Nie jesteśmy tacy pewni...

Teraz, kiedy stoimy na skraju nowego konfliktu zbrojnego, tylko brakowało informacji o podsłuchach. Na szczycie unijnym atmosfera jest tak gęsta, że można kroić ją nożem, a biedna Angela Merkel straciła, mogło się zdawać, przyjaciela. Czy o to chodziło Snowdenowi? Mamy nadzieję, że nie.

Whistleblowerzy znaleźli też miejsce w kulturze masowej. Julian Assange, czyli twórca Wikileaks, ma spore grono wielbicieli. Brytyjska projektantka mody, Vivienne Westwood, stworzyła nawet koszulki popierające najpopularniejszego sygnalistę. Cena - 40 funtów, czyli w przeliczeniu jakieś 200 złotych. Jeśli ta sumka Was nie przestraszyła (ludzie - to zwykły t-shirt!), to mamy jeszcze jedną informację: projektantka zapowiedziała, że 100% zysku ze sprzedaży koszulek przeznaczy na Wikileaks.
Teraz mamy jeszcze film "Piąta władza". Oczywiście Assange twierdzi, że obraz jest propagandowy, ale jeśli jest się przeciwko wszystkiemu... Na pocieszenie dodajemy, że film zbiera niezłe recenzje, a w głównej roli możemy zobaczyć władcę niewieścich serc - Benedicta Cumberbatcha. Dobra, nie takich niewieścich - grono fanek to grupa 25+.


Teraz coś specjalnie dla whistleblowerów - może jakiś przyszły, polski sygnalista nas ogląda?





Nie załamujmy się jednak - świat nie jest taki zły! Cieszmy się tak, jak Brytyjczycy - w środę ochrzczono ich następcę tronu, księcia Jerzego. Może w Polsce też przydałaby się monarchia?...
Dołączamy rodzinna fotkę na udany początek weekendu!



fot. PAP/EPA



DOZO!

czwartek, 24 października 2013

Śledztwo - dzień 12

Nasza kochana droga krajowa nr 1! Zmora kierowców nie tylko z Włocławka była dziś na ustach wszystkich. Uspokajamy - niestety drogowcy nie dokonali odkrycia stulecia i nie znaleźli cudownie załatanych dziur. Wręcz przeciwnie. Pojawił się "mały" problem.

Tłumaczymy: władze miasta starały się o dotację na przebudowę włocławskiego odcinka przelotówki. Ile dokładnie miała wynieść? 164 miliony złotych! Do tej pory wszystko pięknie, prawda? Ale każda bajka musi mieć zakończenie. Wszystko pięknie, ale nie dostaniemy tej kasy. A w każdym razie - całej sumy. Jak zwykle wszystko przez kontrolę - w jej czasie wyszły na jaw pewne nieprawidłowości związane między innymi z umowami zawartymi z wykonawcami. Obcięli nam 12,5 miliona dotacji. Gdyby nie Rycerze Referendalnego Stołu ta informacja pewnie nie wyszłaby na jaw, ale przed dniem wyborów warto "uświadomić" włocławian, czyż nie? 

Jak zdążyliśmy zauważyć, do niedzieli wszystkie chwyty są dozwolone. Co jeszcze wymyśli grupa referendalna? Może Prezydent wyjechał za nasze pieniądze na RODOS (Rodzinne Ogródki Działkowe Ogrodzone Siatką? Albo - o zgrozo - spiskuje z policją? Śmieszne? Tak samo zabawnie byłoby, gdyby tęcza była znakiem firmowym zakładu pogrzebowego. Albo jednorożec - o tak. Takie wytykanie błędów stało się już nieco żałosne i pokazuje tylko, jak mało konstruktywnych argumentów mają do dyspozycji przeciwnicy Prezydenta...

A teraz coś o naszych drogach ;)






DOZO!

środa, 23 października 2013

Śledztwo - dzień 11

Macie może przyjaciół? Pewnie większość z Was odpowie na to, pozornie banalne pytanie,
twierdząco. Posiadanie takiego kogoś to, według niektórych, podstawa szczęśliwego życia. Na prawdziwym przyjacielu możesz przecież zawsze polegać - przyjdzie ci z pomocą w najbardziej nieoczekiwanym momencie. Masz problem w domu czy pracy? Twój kompan wysłucha Cię i posłuży radą. Zapomniałeś kanapki do szkoły? Przyjaciel nie dość, że odda Ci swoją, to da ci w gratisie popitkę! Inteligentny kumpel przydaje się zwłaszcza na klasówkach i niezapowiedzianych kartkówkach... Szukasz związku? Prawdziwy przyjaciel będzie Ci robił za swatkę!

Jak widać, korzyści płynące z posiadania przyjaciela są nieograniczone. Niedawno dostrzegli to także włocławscy politycy. Chodzi tu przede wszystkim o członków grupy referendalnej, która składa się z przedstawicieli wszystkich (oprócz SLD) partii politycznych naszego miasta. Bo chyba nic nie łączy tak, jak wspólny wróg... A teraz, kiedy pojawiła się świetna okazja do zlikwidowania konkurencji, "przyjacielskie" relacje między członkami grupy tylko się zacieśniły. Najnowszy postulat organizatorów referendum trochę nas zdziwił - domagają się oni bowiem odejścia ze stanowiska szefa włocławskiej policji! Powód? Nadgorliwość w wysyłaniu liścików do niektórych włocławian... Tę sprawę opisaliśmy we wczorajszym artykule.

Ten postulat brzmi nieco podejrzanie, nie uważacie? W każdym razie przyjaźń w grupie kwitnie i nieważne, czy to radny Platformy czy PIS-u, każdy jest tu równy. Jak w idealnym świecie. Zobaczymy, czy przyjaźnie zawiązane w związku z referendum przetrwają próbę czasu. Ach, marzenia... Oczywiście niczego nie sugerujemy, ale według nas rozstanie roku nastąpi w tę niedzielę. Wszyscy radni nagle zapomną o swych, dotąd wspólnych celach, i bez uronienia łezki zapomną o łączącej ich więzi. Bo z przyjaźnią w polityce tak już bywa - interesowność po pierwsze. 
Kaja Paschalska już o tym śpiewała... Dobra, mniej więcej o tym.




Rozumiemy, że czasem nie rozumiecie polityki. Właściwie nikt jej nigdy nie zrozumie. Ale może ma to związek z Węgrami? No, tak, tak. Dzisiaj obchodzą rocznicę wybuchu powstania węgierskiego z 1956 roku. Üdvözlet Wloclawek! Nie rozumiecie? Nic nie szkodzi - my nie rozumiemy politycznych przyjaźni na pokaz.




DOZO!

wtorek, 22 października 2013

Śledztwo - dzień 10

Od pewnego czasu do skrzynek pocztowych niektórych mieszkańców Włocławka przychodzi wyjątkowo "przyjemna" korespondencja. I nie mówimy tu o pocztówkach z sanatorium przesłanych przez babcię. Nic nie cieszy przecież bardziej od... zaproszenia na komendę!

Takie zawiadomienia otrzymali ci, którzy podpisali się pod wnioskiem o referendum. Wybory (bo, nie zapominajmy, referendum to też forma wyborów) odbędą się w niedzielę. Oczywiście nie obyło się bez kontrowersji - gdyby nie one, referendum straciłoby jedyny sens.
Nawet ogólnopolskie media głoszą, że część zebranych podpisów została sfałszowana. Do tej pory zliczono ich 90 i, w stosunku do 15 tysięcy parafek to liczba - umówmy się - mało znacząca. Ale czy prawdziwa demokracja powinna tak wyglądać? Zdecydowanie nie. 

Tak czy siak, śledztwo w tej sprawie jest w toku i, miejmy nadzieję, Temida nie okaże się ślepa. Fałszywych podpisów może być o wiele więcej - podejrzewa się, że nawet co trzeci jest podrobiony. Ale strefę domysłów zostawmy może plotkarzom i wróżkom, dobrze? Faktem jest to, że referendum odbędzie się, bo zebrano wystarczające 9 tysięcy głosów. Teraz pozostaje nam tylko czekać. Czy spokojnie, tego niestety nie możemy zapewnić. Ale przecież na komendzie też może być przyjemnie, czyż nie? Zawsze trzeba myśleć pozytywnie!




A wracając do skrzynek na listy - wy też dostajecie gazetki od włocławskich polityków? Zwariować można z nimi! W poniedziałek sprawdzasz pocztę i spomiędzy rachunków i ulotek z pizzeri uśmiecha się do Ciebie pan Andrzej Pałucki! Ty w duchu cieszysz się, że ktoś ważny przesyła Ci tak miły gest i zaglądasz do środka. A tam? Peany, peany i jeszcze raz pochwały! Statystyki wyciągnięte z dna archiwum, piękne zdjęcia Włocławka o zachodzie słońca i wszędobylskie hasła. "Nie marnuj szansy Włocławka", "Popierasz rozwój Włocławka - nie idź na referendum", "2 pizze w cenie 1"... Ups, mała pomyłka. Jednym słowem - Włocławek to kraina mlekiem i miodem płynąca. I można by w to uwierzyć, gdyby nie to, że wracając do domu odkładamy ulotkę rządzących na podobny stosik. Jednak w tamtych gazetkach nie poczytamy już o osiągnięciach włocławskich władz - na pewno nie! Nie polecamy ich osobom z depresją - takich smutnych historii jeszcze nie widzieliśmy. Bezrobocie, długi, niewykorzystane fundusze - można się pociąć szarym mydłem! 

Najlepszy kabareton w Polsce znajdziemy teraz we... Włocławku! Bo, przynajmniej nas, takie medialne przepychanki po prostu śmieszą. I wzbudzają współczucie. A środki z kasy miasta (referendum jest finansowane właśnie stąd) płyną z siłą wodospadu...

DOZO!

PS: Jakby kogoś to interesowało, na opiekę społeczną we Włocławku do końca 2014 r. zostanie przeznaczone 10 milionów złotych. No, ale teraz liczy się tylko referendum, zapomnieliśmy.


poniedziałek, 21 października 2013

Śledztwo - dzień 9

Po dwóch dniach bezpłatnego urlopu wracamy do pracy! Ale nie myślcie, że nic nie robiliśmy - o nie! Wczoraj Wasza Redaktorka udała się ze specjalną misją do stolicy! 

No dobra, nie nazwalibyśmy tego misją - mając pod opieką stadko ośmiolatków na szkolnej wycieczce nie ma mowy o nieoczekiwanych zwrotach akcji i bondowskich przygodach. Za to zebrane po cichu obserwacje okazały się bezcenne dla naszego śledztwa.

Bo, czy w Warszawie od niedawnego referendum cokolwiek się zmieniło? Jak dowiodły zeznania naszej agentki prócz usuniętych bilboardów miasto pozostało w nienaruszonym stanie. Więc po co referendum urządzono? Przez kilkanaście godzin przyglądaliśmy się z bliska osiągnięciom Hanny Gronkiewicz - Waltz. I, musimy to przyznać, Warszawa robi wrażenie. Darujemy sobie oczywiście porównania z Włocławkiem, ale faktem jest, że miasto pięknieje z dnia na dzień. To trochę jak z naszym cudownym miastem z jedną tylko różnicą - stołeczne fundusze są "nieco" większe od włocławskich...

Kiedy opadł kurz po warszawskiej burzy medialnej - bo, nie oszukujmy się, tylko tym było referendum - miasto zostało takie, jakie było. Łącznie z Panią Prezydent. Absolutnie zero zmian. Ale za to okazji do narzekania miliony - Polak to jednak potrafi.
Dobrze wiemy, że kiedy jest już dobrze, nie tylko w polityce, ale na każdej płaszczyźnie życia, zawsze znajdzie się ktoś, kto ten postęp za wszelką cenę chce powstrzymać. W Warszawie podobno trzeba zmian, ze swojej perspektywy nie możemy tego jednak potwierdzić. I nie potwierdzą także turyści z całego świata. I "słoiki", dla których Warszawa stała się drugim domem. Może stanie się też domem większości młodych włocławian? Od wyniku niedzielnego referendum naprawdę wiele zależy.


A teraz coś na dobranoc...


DOZO!
 

piątek, 18 października 2013

Śledztwo - dzień 6

Ile to razy mówiono nam, że warto oszczędzać! Oszczędzaj pieniądze i dawaj je na przechowanie dziwnie spoglądającej z ukosa śwince! Nie marnuj wody, bo dzieci w Afryce nie mają co pić, a Ty jesteś takim egoistą! Oszczędzaj nerwy rodziców, bo oni wiedzą lepiej! Chyba większość z Was skądś to zna, czyż nie? Bycie oszczędnym faktycznie jest ważne i przydaje się jak nic innego w dorosłym życiu. "Pasztet, bułki i parówki, i przeżyjesz za dwie stówki" - jak mówi złota myśl studencka. Ale nie jest to łatwe - o nie! Jak zdążyliśmy zauważyć, tej sztuki nie opanowali zbyt dobrze włocławscy politycy. A może właśnie za dobrze?

Najnowszą, absolutnie "niezbędną" inwestycją w naszym mieście są energooszczędne szafki oświetleniowe. Tym razem nie skończyło się na pustych obietnicach - szafki już niedługo pojawią się we Włocławku. Ich cena... takie tam, niecałe pół miliona złotych. Ale miasto przecież musi być ekologiczne, a i oszczędności spowodują uśmiech na twarzach rządzących. Szafki oświetleniowe powstaną w 11 miejscach, przy najważniejszych ulicach miasta. Popieramy działania proeko we Włocławku, Ministerstwo Środowiska cieszy się razem z nami. I tu pojawia się małe ale...
Ale najpierw ekologiczny przerywnik:






Skoro już oszczędzamy, to chociaż miejmy co oszczędzać. Z pustego nawet Salomon nie naleje, a budżet naszego miasta nie zachwyca. Może władze miasta bardziej powinny skupić się na bezrobotnych, których we Włocławku ciągle przybywa i nie wygląda na to, by sytuacja szybko się zmieniła. Na całe szczęście powstał projekt "Zwolniony, ale wygrany". Co prawda nie jest to przedsięwzięcie rodem z Włocławka, ale cieszmy się z tego, co mamy. 

W naszym mieście niepokoi nas jedna rzecz: ratusz nie ma studenckiego talentu do oszczędzania. Oszczędza na prądzie, kupując coraz droższy, ale przecież "lepszy" sprzęt. Szkoda tylko, że odbywa się to kosztem innych, ważniejszych inwestycji. Sytuacja Zakładu Teleradioterapii, którą opisaliśmy wczoraj, to tylko jeden z przykładów. Mamy nadzieję, że władza w końcu oprzytomnieje i skupi się na włocławianach i ich potrzebach. No i oczywiście szafki będą działały bo, jak wiemy, z oświetleniem naszych ulic różnie bywa. Spotkać kogoś w ciemnej uliczce... nie polecamy takich form rozrywki. Ale ekologicznie jest? No ba, że tak! Greenpeace daje łapkę w górę!


 




DOZO!





czwartek, 17 października 2013

Śledztwo - dzień 5


Rosyjscy naukowcy nie wróżą nam długiego życia - według nich zostało nam jakieś 19 lat pobytu na Ziemi. Jak można się spodziewać, zniszczy nas wielka asteroida, która już pędzi w stronę naszej kochanej planety. Uspokajamy jednak: prawdopodobieństwo, że nie zaznacie cudownej emerytury, wynosi jakieś 1:63000. Trochę większe od tego, że wygracie w Totolotku. Możecie więc spokojnie myśleć o zabawach z wnukami! I randkach z ZUS-em... W każdym razie jeżeli nie asteroida, to co może być zagrożeniem? Wojna, epidemia czy nieświeże jedzenie na stołówkach? My znamy coś gorszego - włocławską służbę zdrowia!

Problemy, jak to we Włocławku, mnożą się i mnożą - najnowszym z nich jest budowa Zakładu Teleradioterapii. Czego? Już tłumaczymy - teleradioterapia to po naszemu naświetlanie nowotworów. Do tej pory włocławianie muszą wyprawiać się aż do Bydgoszczy, by poddać się temu niezbędnemu zabiegowi. Kilka lat temu ktoś wpadł na pomysł ułatwienia chorym życia, a dziś sytuacja wygląda tak, że działka jest, pomysł na przetarg jest, ale kasy, jak zwykle, nie ma. I to kasy niemałej, bo koszt związany z wybudowaniem zakładu sięga - uwaga - 25 mln złotych! 

Atmosfera we włocławskim szpitalu też nie jest ciekawa. No dobra, nigdy taka nie była, ale teraz osiągnęła apogeum. Otóż, jak zdążyliście się zorientować, wszędzie brakuje funduszy. Ten problem nie ominął oczywiście Szpitala Wojewódzkiego. Z długiem sięgającym 27 milionów złotych faktycznie nie ma się czym cieszyć.
 Najpierw ucierpiały pielęgniarki, których wynagrodzenia zostały zmniejszone o 10%. Lekarzy także czekają cięcia. Naturalnie nie spotkało się to z aprobatą pracowników szpitala. Zapowiadane są więc strajki, rozmowy, a nawet akcja "Dziękujemy, odchodzimy". Pytanie tylko, za co dziękować będą chorzy, których nie będzie miał kto leczyć?

Ostatni problem, nie tylko zresztą Włocławka, to łapówkarstwo. Często można usłyszeć o dwóch możliwych drogach do wyzdrowienia. Pierwsza: idziemy do publicznego zakładu opieki zdrowotnej, odczekujemy swoje w kolejce, a wizytę u specjalisty mamy w maju 2015 r. Opcja numer 2: dajemy w tzw. "łapkę" i - a to ci niespodzianka - wizytę mamy od razu albo za kilka dni! Smutne, tak wiemy...
Jednak, jak twierdzi najbardziej opiniotwórczy dziennik w Polsce, z łapówkarstwem we Włocławku nie jest tak źle. O wiele gorzej jest w większych polskich miastach.
Na całe szczęście lecznice prywatne we Włocławku są w lepszej kondycji. Wiąże się to jednak ze sporymi kosztami... A co na to Prezydent miasta, Andrzej Pałucki?
Zupełnie nieprzypadkowo zaczęliśmy ten temat, bo czy wiecie, że włocławski prezydent w przeszłości był dyrektorem szpitala?! Czy potrafi bezczynnie patrzeć na stan służby zdrowia w naszym mieście?

Odreagujmy, ok? Służba zdrowia może być naprawdę zabawna - sami zobaczcie!





Jeśli Ty i twój lekarz macie odmienny punkt widzenia, może warto wybrać się na mediacje? To pokojowe rozwiązywanie konfliktów, gdzie pomaga wam bezstronny obserwator. Teraz obchodzimy właśnie Międzynarodowy Tydzień Mediacji. Mamy jednak nadzieję, że chwilowo nie są one Wam potrzebne... No chyba, że pani z matematyki wstawiła Wam las jedynek.

DOZO





środa, 16 października 2013

Śledztwo - dzień 4

Przechodząc włocławskim tunelem uwagę przykuwają niezwykłe dzieła sztuki - ach, te nasze graffiti... Może do prac Banksy'ego trochę im brakuje, ale ich szczerość i prostota przesłania są zadziwiające. Większość z nich głosi, parafrazując na potrzeby bloga, "wyzwólmy miasto spod władzy czerwonych". 
"Czerwoni" to oczywiście członkowie głównej siły politycznej w naszym mieście, czyli Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Słynni "lewacy" od wielu lat sprawują rządy we włocławskim ratuszu. Będzie z 20 wiosen. Ale, czy oprócz tego, że SLD to "z całą pewnością zakamuflowani komuniści", wiemy coś jeszcze o lewicowych formach rządzenia? Raczej nie. W punktach nakreślimy Wam więc sytuację:
* działania lewicy nie da się prosto opisać ;)
* to ten nurt polityczny, który można porównać do kobiety w ciąży - nie nadążysz za zmianami
* w sumie i tak to nie jest ważne, bo pojawił się PODZIAŁ DWUOSIOWY.
Oto skrót, a gdyby się rozwinąć? Lewica, czy socjalizm - jak kto woli - narodził się w połowie XIX wieku jako "Manifest Komunistyczny". Marks i Engels rozpisali w nim swoje wyobrażenie nowego ustroju, gdzie wszyscy będą równi, a lud stanie się jednością. Dzisiejszy burżuj, termin bardzo popularny w gimbazie, to nic innego jak ktoś, z kim kiedyś walczyli socjaliści.
 Ale cóż, hasło "Proletariusze, łączcie się" zadziałało i machina ruszyła. Dobra, nie do końca było tak różowo. Urodził się Lenin, potem Stalin i trochę się pozmieniało. Faktycznie, polska PZPR po upadku komunizmu zmieniła się w SLD, ale z komunizmu zostało w partii tyle, co z włocławskiej ceramiki.
Teraz mamy pojęcie PODZIAŁU DWUOSIOWEGO. Wcześniej podział w polityce był jasny: prawica i lewica, koniec. Dwie skrajne opcje, praktycznie zero cech wspólnych. Bo prawica to tradycja, a lewica - rewolucja. Patrzcie, nawet się rymuje :). Z biegiem lat jednak te różnice się zacierały i w końcu doszliśmy do dzisiejszego stanu. Czyli jakiego? PIS z SLD w koalicji! Znacząca zmiana poglądów, nieprawdaż?
Jednak cały czas głównym celem członków Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest równość i postęp. Czy widzimy to we Włocławku? Oj, nie wydaje nam się.

DOZO


wtorek, 15 października 2013

Śledztwo - dzień 3

ŻYCIE STADNE MŁODYCH LEMINGÓW


Wiecie, co to są lemingi? Do tej pory były to słodkie zwierzątka, przypominające do złudzenia świnki morskie. Wyróżniał je pewien ciekawy zwyczaj - popełniały one zbiorowe samobójstwa w niezwykle romantycznej scenerii. Za swym przewodnikiem skakały bowiem do oceanu. Z pewnością już ciekną Wam łzy, prawda? Prawie jak w "Titanicu"... W każdym razie, tak wygląda nasz przyjaciel leming:





Jednak od kilku lat "leming" znaczy już coś zupełnie nowego. Archetypiczny leming to należący do klasy średniej trzydziestolatek, nieświadomie zniewolony przez korporacje. Kawka latte ze Starbucksa, sprzęt elektroniczny obwieszony nadgryzionymi owocami - bo liczy się marka.
I oto w polskich gimnazjach rosną kolejne pokolenia lemingów. To cały mechanizm, nie wiemy niestety, czy zaplanowany.
W każdej szkole otrzymujecie jakieś role - możecie być donosicielami, "bad boyami" czy przewodniczącymi klas. Do wyboru, do koloru. Te role zazwyczaj tracą znaczenie wraz z opuszczeniem przez was murów szkoły. Ale, jeśli w szkole zostaniesz lemingiem, będziesz nim do samej emerytury. No, pod warunkiem, że do niej dożyjesz.
To smutne, ale szkoła od początku nastawia uczniów na bycie przeciętnym. Każdy żak potwierdzi, że gimnazjaliści ze średnimi ocenami i średnimi chęciami wiodą najwygodniejsze życie. Typ "zdolny, ale leniwy" w naszym pokoleniu stał się wyjątkowo popularny. Taki uczeń, często mimo woli, zostaje obojętnym i biernym Kowalskim. Nie nadaje się przecież na kółka i konkursy bo, dyplomatycznie mówiąc, jego inteligencja na to nie pozwala. Na zajęciach wyrównawczych z kolei mógłby się zmarnować, czyż nie? W ten oto sposób średniak - nasz przyszły leming - prześlizguje się do kolejnych klas i szkół. 
Przygotowany na to, że w swojej, z pewnością bardzo interesującej pracy, cały czas będzie mógł trzymać swój przeciętny poziom, rozczaruje się. Tak jak jego pracodawca. I tu koło się zamyka - leming ląduje w korporacji, papierkowa robota dłuży się i dłuży, a on nie ma nawet własnego zdania.
Pytanie, czy we Włocławku zostaną same lemingi? Ci bardziej ambitni podobno opuszczają miasto... Chyba jednak wolimy te małe, futrzaste zwierzaki...
Na deserek objawy lemingowania u młodych. Smutne, ale prawdziwe...


 

PS: Wstęp czytała Krystyna Czubówna
DOZO




poniedziałek, 14 października 2013

Śledztwo - dzień 2


NAUCZYCIEL WE WŁOCŁAWKU TO MA JEDNAK DOBRZE...(W SENNYCH MARZENIACH)

Prezenty dla belfrów zapakowane, koszule wyprasowane, a korytarze Wzorcowni zapewne pełne. Tak, Dzień Nauczyciela to już dziś. Z tej okazji składamy im najserdeczniejsze życzenia - szczególnie pamiętamy o naszej projektowej opiekunce, pani Kasi Słodkiewicz. Jednak nie jesteśmy tacy źli, prawda?
Tutaj niestety miłe akcenty czeka smutny koniec. Nauczyciele we Włocławku mają spore problemy od paru lat. To, że miasto zamyka kolejne szkoły to tzw. "siła wyższa". Ale fakt, że w zeszłym roku zwolniono ponad stu włocławskich nauczycieli może budzić pewne wątpliwości.
Jest coś takiego jak SUBWENCJA. Z pomocą cioci Wikipedii dowiadujemy się, że jest to specjalne wsparcie finansowe dla gmin, samorządów...nieważne. W każdym razie subwencja jest bezzwrotna i, co ważne, jest prawnym roszczeniem. Co to znaczy? To bardzo proste - jeżeli taka subwencja została wpisana do budżetu, to musi być przekazana. I nie ma, że boli :)
Włocławek dostał subwencją oświatową, czyli przeznaczoną specjalnie na edukację. 7 milionów złotych - okrągła sumka. Niestety, na nic się to zdało - kadra nauczycielska została mocno uszczuplona. Władze miasta co prawda obiecywały łączenie klas i możliwie jak najmniej zwolnień, ale jak zwykle na obietnicach się skończyło. Problem narasta: dziura budżetowa powiększa się nieubłagalnie, a rządzącym kończą się pomysły na jej łatanie. Nauczyciele nie mogą jeszcze odetchnąć z ulgą... 

W WARSZAWIE TAŃCZĄ WALTZA...

A co to może znaczyć dla Włocławka? Wynik referendum w Warszawie, przynajmniej nas, wcale nie zaskoczył. Fakt: 95% głosujących było za odwołaniem Hanny Gronkiewicz-Waltz, ale nie na tym przecież polega demokracja. Chociaż prawie wszyscy warszawiacy, którzy poszli do urn, chcieli zmian, te zmiany nie zaszły i pewnie długo nie zajdą. Zabrakło 2 punktów procentowych, "tylko" 30 tysięcy przeciwników Pani Prezydent.
Eksperci są zgodni - każde referendum w Polsce wygląda podobnie. Do urn idą właściwie tylko przeciwnicy władz, a cała akcja z tym związana ma za zadanie wzniecenie kolejnej medialnej burzy. Doświadczenie z Warszawy może dać nadzieję prezydentowi Włocławka. Nasze miasto powoli, ale sukcesywnie zyskuje na znaczeniu. Gdyby nie nasze słynne drogi i bezrobocie, byłoby to przeciętne miasto z przeciętnymi problemami. Frustracja robi jednak swoje: z małego problemu włocławianin zawsze zrobi porażkę ratusza, rządzących - tylko nie swoją.
Uwaga, teraz uświadamiamy wszystkich: pieniądze niestety nie rosną na drzewach. My to wiemy, Wy to wiecie, ale zdaje się, że organizatorzy referendum mają z tym problem. Może miasto nie jest zarządzane wystarczająco dobrze, ale czy upoważnia nas to do odwołania Prezydenta?Zapomnieliśmy, przecież mamy demokrację. Jednak polega ona na zgodzie ogółu społeczeństwa, nie jednej czy kilku grup chcących dojść do władzy. Kto czytał "Folwark zwierzęcy", ten wie, co mamy na myśli...


CO MÓWI LIS?

Odetchnijmy teraz trochę! Od początku października przeprowadzana jest akcja szczepienia lisów. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zamieścili małego komentarza...





DOZO!

niedziela, 13 października 2013

Śledztwo - dzień 1

2645218.jpg


 Ten mem z filmu "Marzyciel" stał się wśród włocławskich nastolatków hitem. Można by powiedzieć, "nic  dodać, nic ująć" - Włocławek w oczach przeciętnego gimnazjalisty to miasto bez żadnych perspektyw:    szare, nudne i nic nieznaczące. Czy tak jest naprawdę? 


Niedawno przeprowadzona Diagnoza społeczna jedynie potwierdza, że Włocławek - dawniej nadwiślańska perła w polskiej koronie - jest dziś miastem o wyjątkowo niskiej jakości życia...i dróg :)
Wysokie bezrobocie, dług i biurokracja są wyjątkowo skutecznym demotywatorem włocławian. Młodzież zarzeka się, że opuści miasto z pierwszą nadarzającą się okazją. Jest aż tak źle? Według nas niekoniecznie...
Nasza Fantastyczna Piątka przez następne 4 miesiące z reporterską uwagą będzie śledzić poczynania polityków z Włocławka na czele z Panem Prezydentem, Andrzejem Pałuckim.

Ach, no tak - zapomnieliśmy o najważniejszym: REFERENDUM. 27 października włocławianie zdecydują, do kogo będzie należała władza w mieście. Z uwagi na naszą apolityczność głos oddajemy mieszkańcom. Pozostaje nam więc tylko czekać na rozwój wydarzeń i, oczywiście, opisanie Wam wszystkiego na naszym blogu! 

Kim jesteśmy? Przede wszystkim młodymi mieszkańcami tego wspaniałego miasta. Drugoklasistami, tworzącymi absolutnie innowacyjny projekt edukacyjny, skrojony na potrzeby gimnazjalistów pragnących czegoś nowego i ciekawego. Nasza piątka to zgrany zespół - znamy się praktycznie od zawsze. Oto nasz skład:
- Paweł "Pawcio" Dzierżawski, szalony i pomysłowy, wygadany jak nikt, sportowa chluba naszej szkoły
- Eryk Ciupalski, niepokorny buntownik naszej grupy
- Mateusz Okruciński, najlepszy skarbnik klasowy ever (nie sugerujcie się nazwiskiem :)
- Marlena Pawłowska, kronikarz naszych poczynań i przyjaciółka Julki ;)
- i ja, Julka Cieślak, wasza Redaktorka, przewodnicząca szkoły, nigdy się nie nudzę...


Nasze śledztwo zaczyna się już teraz... zostańcie z nami do rozwiązania zagadki:

CZY WŁOCŁAWEK JEST TAK ZŁY?

Dowiemy się tego już w lutym 2014...

Dozo!