W gimnazjum jednym z najbardziej lubianych przedmiotów jest WDŻ, czyli pięknie brzmiące "wychowanie do życia w rodzinie". Z doświadczenia wiemy, że z rodziną za dużo wspólnego to nie ma. Ale brzmi wyjątkowo, jak przedmiot z misją, czyż nie? Niestety, misja przedmiotu jest zawarta tylko w nazwie. Jeśli ktoś spodziewał się zajęć praktycznych z opieki nad dziećmi czy zmywaniem naczyń, to mylił się i to bardzo.
Lekcje wychowania do życia w rodzinie wyglądają podobnie: pierwsze zajęcie to oczywiście pytanie, czy "będziemy gadali o seksie". Tutaj zazwyczaj przyjaźń z nauczycielem się kończy. Kolejne godziny spędzamy na oglądaniu filmów edukacyjnych z epoki kamienia łupanego i debatujemy nad tym, czy dojrzewanie musi być bolesne. I tak rok w rok, bo przecież poważniejszych rzeczy dowiemy się później. Bardzo śmieszne. Z tym "dowiadywaniem się" niektórzy długo nie czekają, ale za to jak pięknie wygląda szesnastolatka z wózkiem!
Na lekcjach WDŻ poruszane są też tematy społeczne. Właściwie to kalka WOS-u, ale w takiej bardziej filozoficznej formie. Nie tak dawno, rozmawialiśmy o tolerancji. Właśnie - dzisiaj, 16 listopada, obchodzimy Dzień Tolerancji. To tak przy okazji.
Jak można się domyślić, rozmowa o tolerancji skończyła się dosyć szybko. Padło kilka słów wyjaśnienia, co to w ogóle oznacza być tolerancyjnym. Wszyscy dobrze wiemy, że osoba tolerancyjna to taka, która szanuje innych ludzi bez względu na ich kolor skóry czy wyznanie. To najbardziej znana i, można by powiedzieć, najbardziej trafna definicja. Ale wiemy też doskonale, że Polacy nie są tolerancyjnym narodem. Skoro nie tolerujemy nawet, Bogu ducha winnej, tęczy, to o tolerancji chyba lepiej nie mówić.
Na naszej lekcji WDŻ dyskusja wyglądała mniej więcej tak: po teoretycznej części lekcji pani Kasia (nasza projektowa opiekunka) zadała nam to długo oczekiwane pytanie: czy jesteśmy tolerancyjni?
Fala chichotu i wymiany spojrzeń mówiły same za siebie. Zamiast rozmawiać o tym, jak to szanujemy innych ludzi bez względu na wszystko, zaczęliśmy wyjaśniać. Jako obserwatorzy stwierdzamy, że wyszło trochę nieudolnie, a już na pewno nieszczerze. Teksty o tym, że muzułmanie są o wiele większymi rasistami niż Polacy, a każdy z nich to ukryty terrorysta trochę się przejadły. "Nie mam nic do gejów, niech sobie żyją jak chcą. Po prostu się ich brzydzę" - często spotykamy się z takimi opiniami. Kiedy jest się nastolatkiem, nie do końca pojmuje się chyba istotę tolerancji, trudno jest nam wykazać się empatią. Może to wina Internetu... Nie chcemy wskazywać winnych.
Czym jest tolerancja dla nas? To nie tylko szanowanie innych. Jak widzimy, szacunek do gejów czy Żydów objawia się zazwyczaj zwykłą ignorancją. Nie o to chodzi w byciu tolerancyjnym. Człowiek tolerancyjny będzie służył także pomocą, zainteresowaniem. Zróbmy przekład dla konsumpcjonistów: człowiek tolerancyjny powinien traktować innych jak rzeczy. CO?! Dokładnie, jak rzeczy. Zauważmy, że o nasze dobra materialne troszczymy się, często jak o nic innego. Czy nie warto traktować tak także i ludzi, którzy przecież warci są o wiele więcej?
Zostawimy Was z jedną, ciekawą historią: w Sierra Leone (jednym z najbiedniejszych państw świata) pytano dzieci o to, kim chcą zostać w przyszłości. Wszyscy mówili, że ich marzeniem jest bycie prawnikiem czy lekarzem. Jeden chłopiec natomiast stwierdził: "Chciałbym zostać białym człowiekiem". Wstrząs? Przemyślcie to sobie...
DOZO!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz