Jak poradziliście sobie ze śmiercią Maćka Musiała? No cóż - umarł, bo musiał. Fejsbukiem już zawładnęły fanpage opłakujące los młodego polskiego aktora. Ale oto nadeszła tragedia jeszcze większa - Święto Niepodległości.
Obyło się co prawda bez różowych baloników, ale zamieszki... to już inna sprawa. O 11:11 (standardowo) wyruszył Bieg Niepodległości. Wydarzenie cudowne, prawdziwie patriotyczne, a i trochę kalorii można przy nim stracić. Później mieliśmy oficjalny, rządowy marsz "Razem dla Niepodległej". Wszystko szło zgodnie z planem, ale przecież gdyby od początku do końca Święto Niepodległości było udane, pewnie nasz post byłby o wiele bardziej nudny.
A 11 listopada działo się w stolicy! Kiedy wystartował Marsz Niepodległości (można się pogubić w tych nazwach), jakoś tak wszystkim puściły hamulce. Nikogo nie dziwiło, że uczestniczy marszu, organizowanego przez kwiat Młodzieży Wszechpolskiej, mają kominiarki na twarzach. Można było też, zupełnie przypadkowo, uważać, że mają niezbyt pokojowe zamiary. Ale dobra: Jest marsz, jest impreza!
Tak to mniej więcej wygląda. Impreza zaczęła się wtedy, kiedy została rzucona pierwsza raca. Potem poszło z górki: kamienie, butelki, płyty chodnikowe - do wyboru, do koloru. Nie ma to jak recykling... Później ambasada Rosji, nasz kolejny przystanek. Marsz "Razem dla Niepodległej" podążał śladami pomników, a prawicowy marsz? Jeszcze nie rozwikłaliśmy tej zagadki.
Na całe szczęście budka przy ambasadzie została już naprawiona, teraz pozostaje tylko poprzerzucać się winą. Rosja chce przeprosin i odszkodowania - i już mamy powód do konfliktu. No bo kto ma zapłacić? Rząd i policja były co prawda odpowiedzialne za ochronę ambasady, ale bądźmy szczerzy: przy takiej ilości byczków i kiboli w kominiarkach walka byłaby nierówna...
11 listopada warszawscy hipsterzy utracili swoje miejsce spotkań. Plac Zbawiciela do tej pory był w końcu jednym z najbardziej artystycznych i nie-mainstreamowych punktów Warszawy. A teraz? Teraz nawet tęczy tam nie ma! Nie wiemy, od kiedy tęcza może robić za zapalniczkę, ale jak widać - Polak potrafi! Dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy o instalacji pamiętają i próbują ją upiększyć. I tak, w osmalony szkielet tęczy, warszawiacy wtykają... kwiaty. Jak pięknie! Nawet Edyta Górniak wciągnęła się w akcję odbudowania symbolu miasta.
Ułańska fantazja to cały czas nasza największa zaleta. A może wada? Dziewczyny i tak mamy najlepsze!
DOZO!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz